Oprawa prac Pułtusk |PageRank - DVKO |Ogród botaniczny
„— Chętnie bym poszedł wraz z tymi dzielnymi ludźmi — odpowiedział Billot — lecz nie do Arsenału, bo przecież mam ten wspaniały karabin... Poszedłbym do Ratusza albo do Inwalidów, ale przecież nie przyjechałem do Paryża, żeby tu walczyć, tylko żeby zdobyć adres doktora Gilberta... Więc zdaje mi się, że powinienem udać się do liceum imienia Ludwika Wielkiego, gdzie się uczy jego syn, a dopiero kiedy wszystko pozałatwiam i zobaczę się z doktorem, mogę wrócić i wziąć udział w tych awanturach...
Oczy Billota aż zabłysnęły przy tych ostatnich słowach.
— Mnie się też wydaje, że najrozsądniej byłoby pójść do tej szkoły — zgodził się Pitou — bo przecież po tośmy tu przyjechali.
— No to zabierz karabin, pałasz albo jaką inną broń któremu z tych nicconiów, co tu leżą — powiedział Billot, pokazując na pięciu czy sześciu dragonów leżących nieruchomo na ziemi — i chodźmy do tej szkoły.
— Ale przecież ta broń nie należy do mnie... — odpowiedział Pitou wahając się.
— A do kogo — Do króla.
— Nie, jest własnością ludu! — odrzekł Billot. Przyznając słuszność staremu wieśniakowi i wiedząc, że
jest człowiekiem, który nie wziąłby swemu sąsiadowi nawet ziarenka prosa, Pitou z zachowaniem wszelkich ostrożności podszedł do najbliżej leżącego dragona i przekonawszy się, że ten naprawdę nie żyje, zabrał mu jego pałasz, karabin i ładownicę.“(6)
Apartamenty nad morzem |Sok Noni |Mapa Polski
„— Chętnie bym poszedł wraz z tymi dzielnymi ludźmi — odpowiedział Billot — lecz nie do Arsenału, bo przecież mam ten wspaniały karabin... Poszedłbym do Ratusza albo do Inwalidów, ale przecież nie przyjechałem do Paryża, żeby tu walczyć, tylko żeby zdobyć adres doktora Gilberta... Więc zdaje mi się, że powinienem udać się do liceum imienia Ludwika Wielkiego, gdzie się uczy jego syn, a dopiero kiedy wszystko pozałatwiam i zobaczę się z doktorem, mogę wrócić i wziąć udział w tych awanturach...
Oczy Billota aż zabłysnęły przy tych ostatnich słowach.
— Mnie się też wydaje, że najrozsądniej byłoby pójść do tej szkoły — zgodził się Pitou — bo przecież po tośmy tu przyjechali.
— No to zabierz karabin, pałasz albo jaką inną broń któremu z tych nicconiów, co tu leżą — powiedział Billot, pokazując na pięciu czy sześciu dragonów leżących nieruchomo na ziemi — i chodźmy do tej szkoły.
— Ale przecież ta broń nie należy do mnie... — odpowiedział Pitou wahając się.
— A do kogo — Do króla.
— Nie, jest własnością ludu! — odrzekł Billot. Przyznając słuszność staremu wieśniakowi i wiedząc, że
jest człowiekiem, który nie wziąłby swemu sąsiadowi nawet ziarenka prosa, Pitou z zachowaniem wszelkich ostrożności podszedł do najbliżej leżącego dragona i przekonawszy się, że ten naprawdę nie żyje, zabrał mu jego pałasz, karabin i ładownicę.“(6)
<<<< Poskutkowało- Niech się
| - Nie mówiłem że przy ulicy >>>>
Apartamenty nad morzem |Sok Noni |Mapa Polski